Jan Tomaszewski to bramkarz, którego pamięta cały świat — bohater Wembley 1973, człowiek, który „zatrzymał Anglię“ i wprowadził Polskę na mistrzostwa świata.
Przez całą karierę bronił tego, co wydawało się nie do obronienia.
Dziś, po latach, toczy jednak mecz, w którym stawką nie są punkty, lecz zdrowie i życie.
W 2025 roku, w wieku 77 lat, legendarny golkiper trafił do szpitala. Powodem był skrzep w pęcherzu, który wymagał operacji. Sam przyznał, że przeżywał wtedy chwile, których nie życzyłby nikomu. „Ból był okropny, nie do wytrzymania“ — wspominał.
Mimo wszystko Tomaszewski nie stracił ducha walki, który znamy z boiska. Swoje zmagania z chorobą nazwał „życiową dogrywką“ — tak jak w futbolu, gdy po regulaminowym czasie trzeba zebrać siły i walczyć dalej. W wywiadzie z początku 2026 roku, kończąc 78 lat, mówił, że mimo problemów zdrowotnych czuje się znakomicie i wciąż ma w sobie wolę życia.
To niełatwa droga. Lata wcześniej otwarcie przyznał też, że w przeszłości zmagał się z nałogiem, który udało mu się pokonać — problemem, z którym, jak podkreślał, walczą miliony Polaków.
Historia Tomaszewskiego to dowód, że prawdziwy charakter poznaje się nie w chwili chwały, lecz wtedy, gdy życie stawia przed człowiekiem najtrudniejsze wyzwanie. A on — jak przed laty na Wembley — znów nie zamierza się poddać.
To, jak walczy dziś, wzrusza miliony kibiców… 👇👇👇