Pionki w służbie ich ambicji – oto kim jesteśmy dla tych kalkulujących umysłów, ostrzegają
Michel Barabel i Olivier Meier, profesorowie zarządzania zasobami ludzkimi, dyrektorzy laboratorium badawczego Dever Research i współautorzy książki „Menedżer” (Dunod). Tacy koledzy są tym bardziej niebezpieczni, że kryją się za przyjazną fasadą.
Wygląda na to, że powiedzenie „pozory mylą” zostało wymyślone właśnie dla nich.
Urocze, elokwentne, otwarte i umiejętnie manipulujące emocjami, te przebiegłe osoby usypiają nas złudnym poczuciem bezpieczeństwa. Działając pod maską, mają tylko jeden cel: siebie.
I jeden cel: zdobycie władzy. Ich modus operandi? Wdrażanie subtelnych strategii, których głównym filarem jest wykorzystywanie innych – współpracowników, podwładnych czy menedżerów – do realizacji swoich zawodowych ambicji.
W jakim stopniu funkcjonują w firmach? Trudno powiedzieć. Zwłaszcza że dopiero w latach 90. XX wieku, wraz z postępem psychosocjologii organizacji, badacze zaczęli badać przypadek „dysfunkcyjnych liderów” i charakteryzować różne ciemne strony przywództwa. Obok postaci takich jak narcyz, oszust czy dyktator, manipulator zajmuje szczególne miejsce w tej galerii portretów.
Zimne podejście. Manipulacja sama w sobie nie jest naganna: każdy może w pewnym momencie próbować wpływać na innych, aby osiągnąć cel. Jednak u niektórych osób takie zachowanie może przekształcić się w systematyczne i dewiacyjne podejście. Według prac australijskiego naukowca Jamesa B. Shawa, ta cecha charakteru staje się wówczas „szkodliwa dla aktorów w organizacji, generując cierpienie społeczne, psychologiczne i psychosomatyczne, upośledzając ich zdolność do efektywnego działania (1)”.
Manipulatorzy są tym bardziej toksyczni w miejscu pracy, że tak trudno ich rozpoznać. Zwykle podchodzimy z rezerwą do tych początkowo uroczych osób, które wydają się uważne i chętne do współpracy. Jednak ich metody mają wyraźne oznaki, które pozwalają nam je zdemaskować. Sztuka manipulacji nie opiera się na impulsie ani emocjach: wręcz przeciwnie, jest to zimne, wyrachowane i kontrolowane podejście, opierające się na sprawdzonych technikach.
Sztuka skupiania na sobie uwagi. W książce „Influence and Systems (2)” autorzy wyróżniają cztery charakterystyczne cechy manipulatora: osoba, która podstępnie zmusza innych do zgadzania się z nią, często formułuje niejasne lub dwuznaczne prośby (aby zachować otwartą drogę ucieczki), dba o to, by nieprzyjemne wiadomości przekazywała osoba trzecia i bardzo uważa, by zbytnio się nie angażować. Autorzy badania na ten temat (3), profesorowie Uniwersytetu Karoliny Północnej, dodają dwie istotne oznaki: manipulator dąży do przywłaszczenia sobie zasług kolegów i zrzucenia winy za swoje błędy na innych; uważa, by nie mówić tego, co mówi, i często wygłasza politycznie poprawny, a nawet moralizatorski dyskurs, który jest całkowicie sprzeczny z jego działaniami.
Aby osiągnąć swoje cele, manipulator łączy kilka strategii, stosunkowo dyskretnych, ale dość klasycznych. Spostrzegawczy i oszczędny w czasie, najpierw identyfikuje kluczowych graczy w firmie i, aby zyskać ich sojuszników, mówi im to, co chcą usłyszeć, schlebiając im. Posuwa się nawet do naśladowania ich języka, a nawet ubioru (4). Jednocześnie dystansuje się od ludzi, często podwładnych, którzy wydają mu się bezużyteczni. Cała jego sztuka polega na tym, by zostać zauważonym przez szefa (starannie unikając przyćmienia go), być postrzeganym jako zwolennik, bez stwarzania wrażenia bezpośredniego zagrożenia. Krótko mówiąc, gdy menedżerowi wyższego szczebla towarzyszy swego rodzaju klon, który gra w ten sam sport i jeździ w te same miejsca wakacyjne, bądź ostrożny!
Manipulatorzy nie sprawiają zatem wrażenia żądnych władzy, ambitnych jednostek. Kryją się za fasadą fałszywej uprzejmości lub fałszywej skromności: „To wspaniale, co mówisz; nie potrafiłbym tego tak dobrze wyrazić”. Skupiają się na zachęcaniu innych do mówienia, ale mówią jak najmniej w swoim imieniu. To dobry sposób na zebranie informacji i danie kolegom poczucia, że są cenieni i doceniani. Ta powściągliwa postawa pozwala im również zidentyfikować swoich adwersarzy.
Dziel i rządź. Jednak za kulisami manipulator ciężko pracuje. Jego modus operandi? Dzielić innych, aby lepiej umocnić swoją osobistą władzę: zatajanie ważnych informacji, delegowanie zadań niestrategicznych, aby być jedynym, który ma całościową wizję, promowanie indywidualizmu wśród współpracowników… Kompartmentalizacja relacji jest w istocie jedną z jego ulubionych strategii: aby zapobiec wykryciu manipulatora, jego środowisko zawodowe nie może się komunikować, ponieważ im więcej informacji krąży, tym bardziej prawdopodobne jest ujawnienie zmian w jego nastawieniu i sprzeczności.
Manipulacja i nękanie psychiczne są czasami mylone. Niesłusznie. Chociaż oba te zjawiska są niewątpliwie szkodliwe zarówno dla osób będących celem, jak i dla firmy, która ponosi straty w wydajności, manipulacja opiera się na strategii długoterminowej, w której przebiegłość i podstępne taktyki są ukryte, a konsekwencje ponosi kilka osób. Molestowanie natomiast to strategia krótkoterminowa, zazwyczaj obejmująca tylko jedną ofiarę na raz. Dynamika władzy jest jawna, ma na celu psychologiczne zniszczenie ofiary i generuje natychmiastowe cierpienie.
Sprzyjające warunki. Manipulatorzy zdają się mieć przed sobą świetlaną przyszłość. Rzeczywiście, niektóre konteksty organizacyjne są dla nich szczególnie sprzyjające. Rozwijają się zwłaszcza w środowiskach o luźnej strukturze, gdzie reguły gry regularnie się zmieniają. Dzieje się tak na przykład w firmach przechodzących częstą restrukturyzację, grupach, które się łączą (lub są przejmowane) oraz firmach działających w sieciach (np. w klastrach konkurencyjnych). Rozwój organizacji macierzowych, w których złożoność źródeł informacji ulega wzmocnieniu, również jest dla nich korzystny. Pozostaje pytanie: czy manipulacja jest prerogatywą jednej, czy drugiej płci? Amerykańskie badanie (5) sugeruje, że mężczyźni są bardziej tolerancyjni wobec zdemaskowanych manipulatorów niż kobiety…