5 sposobów, dzięki którym zaczęłam dbać o siebie po tym, jak przestałam się malować

Przez długi czas nakładanie makijażu było częścią mojej codziennej rutyny, niemal bez namysłu.

Dziesięć minut rano, kilka starannie dobranych kosmetyków i byłam gotowa stawić czoła nowemu dniu.

Ten sam rytuał w weekendy. Nie było to ekstrawaganckie ani przesadne, po prostu pocieszający nawyk.

Aż pewnego dnia wpadł mi do głowy nieco szalony pomysł: co by było, gdybym całkowicie przestała się malować?

Nie na specjalną okazję, nie na wyzwanie w mediach społecznościowych, ale naprawdę, w prawdziwym życiu. Ten pozornie nieistotny wybór zapoczątkował serię nieoczekiwanych – i głęboko pozytywnych – zmian.

  1. W końcu zadbałam o swoją skórę, prawdziwą skórę

Wcześniej skupiałam się głównie na ukrywaniu niedoskonałości. Odrobina korektora tu, odrobina pudru tam… bez zastanowienia się, czego potrzebuje moja skóra. Pielęgnacja? Załatwiona w kilku szybkich krokach, kiedy tylko o tym pamiętałam. Przestając się malować, uświadomiłam sobie coś prostego: moja skóra zasługuje na coś więcej niż tymczasowe rozwiązania.

Zaczęłam skupiać się na bardziej regularnej, delikatniejszej i bardziej konsekwentnej rutynie. Oczyszczanie, nawilżanie, ochrona. Nic skomplikowanego, po prostu prawdziwa uwaga. A przede wszystkim przestałam leczyć objawy i zaczęłam szukać przyczyny. Ta zmiana perspektywy odmieniła wszystko.

  1. Uśmiechałem się… znacznie częściej

Bez makijażu zdarzają się poranki, kiedy patrzysz w lustro i myślisz: „To ja dzisiaj”. Zamiast próbować to naprawić, postanowiłam dodać uśmiech. Tylko tyle.

Uśmiech zmienia wszystko. Zmiękcza rysy twarzy, rozjaśnia ją i, co najważniejsze, zmienia nastrój. Nawet po krótkiej nocy czy ciężkim dniu, uśmiech pomógł mi spojrzeć na siebie inaczej. I bądźmy szczerzy: szczery uśmiech jest często o wiele bardziej promienny niż jakakolwiek szminka.

  1. Nauczyłem się słuchać swojego ciała (i pić więcej wody)

Z gołą skórą nie sposób zignorować pewnych sygnałów. Ściągnięcie, matowa cera, uczucie zmęczenia… Zdałam sobie sprawę, że moje ciało próbuje mi coś powiedzieć i że mogę podjąć proste działanie. Picie większej ilości wody stało się odruchem, niemal rytuałem.

Ten prosty gest miał zaskakujący wpływ na moje ogólne samopoczucie. Poczułam się bardziej energiczna i komfortowo w swoim ciele. To dowodzi, że dbanie o siebie często zaczyna się od bardzo prostych nawyków.

  1. Przestałem się tak wnikliwie nad sobą zastanawiać.

Znasz te lustra powiększające, które obiecują ekstremalną precyzję? Bez makijażu traciły cały swój urok. Odsunęłam się, dosłownie. Zaczęłam patrzeć na swoją twarz całościowo, zamiast skupiać się na każdym detalu.

Ta zmiana była niesamowicie wyzwalająca. Przestałam dążyć do perfekcji i zyskałam spokój ducha. Mniej samokrytycyzmu, mniej niepotrzebnego stresu, więcej czasu na rzeczy, które naprawdę mają znaczenie. Moja pewność siebie wzrosła, niemal nieświadomie.

  1. Pożegnałem się z filtrami

Dbając o skórę i akceptując siebie, dodawanie filtrów do zdjęć nagle wydało mi się niespójne. Pragnęłam spójności, prawdy. Nie przesadnie wygładzonej twarzy, ale mojej własnej, takiej, jaka jest.

Nie demonizuję filtrów, ale odkryłam przyjemność pokazywania siebie bez sztuczności. Ta autentyczność przyniosła mi dużo więcej korzyści, niż mogłam sobie wyobrazić.

Dziś poświęcam mniej czasu na przeglądanie się w lustrze, mniej czasu na martwienie się deszczem, upałem czy potem. Rezygnując z makijażu, zyskałam coś o wiele cenniejszego: spokojniejszą relację z samą sobą. I teraz wiem, że najpiękniejszym dodatkiem, jaki można nosić, jest pewność siebie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *