Zenon Laskowik był jedną z największych gwiazd polskiego kabaretu — legendą Kabaretu Tey, człowiekiem, który razem z Bohdanem Smoleniem rozśmieszał miliony Polaków.
Na scenie był królem. Ale za kulisami rozgrywał się dramat, o którym przez lata mało kto wiedział.
U szczytu sławy w jego życie wkradł się alkohol. Sam nazwał go później „demonem“, który niepostrzeżenie opanował jego codzienność.
To, co zaczęło się od kieliszka po występach, z czasem zaczęło niszczyć to, co miał najcenniejszego.
Cena popularności okazała się ogromna. Według doniesień Laskowik był o krok od rozwodu, a jego córka niemal się go wyrzekła. Rodzina, która powinna być jego oparciem, zaczęła się od niego oddalać. To właśnie żona ostatecznie postanowiła walczyć o ich małżeństwo — i o niego samego.
I wtedy Laskowik podjął decyzję, która zszokowała całą Polskę. Będąc u szczytu kariery, porzucił show-biznes i został… listonoszem. Przez około dziesięć lat roznosił listy, próbując odzyskać wewnętrzną równowagę i poskładać swoje życie na nowo.
Na scenę wrócił dopiero po latach. Kabaret dał mu wszystko — i niemal wszystko mu zabrał. Jego historia to dowód, że za największym śmiechem czasem kryją się największe łzy.
To, jak udało mu się odbudować swoje życie, porusza do dziś… 👇👇👇