W blisko 30 miastach Polski odbywają się protesty pod hasłem „Czerwona kartka za aborcje”.
Demonstranci domagają się liberalizacji przepisów dotyczących przerywania ciąży.
Czerwone kartki symbolizują sprzeciw wobec niespełnionych obietnic koalicji rządzącej.
Dzień wcześniej Sejm przyjął projekt dotyczący częściowej dekryminalizacji aborcji.
Protesty przeciwko prawu aborcyjnemu. Przed Sejmem zebrały się setki osób
W Warszawie uczestnicy demonstracji zgromadzili się przed budynkiem Sejmu. Pomimo deszczowej pogody na miejscu pojawiło się około kilkuset osób. Jak relacjonował reporter RMF FM Jakub Rybski, tegoroczny protest był znacznie mniejszy od manifestacji sprzed sześciu lat, kiedy na ulice polskich miast wyszły tłumy przeciwników zaostrzenia przepisów dotyczących przerywania ciąży.
Charakterystycznym elementem protestów są czerwone kartki przyniesione przez demonstrantów. Ich znaczenie nawiązuje do zasad obowiązujących w piłce nożnej, gdzie pokazanie czerwonej kartki oznacza usunięcie zawodnika z boiska. W ten sposób organizatorzy i uczestnicy manifestacji wyrażają niezadowolenie z działań obecnego rządu, któremu zarzucają niewywiązanie się z wyborczych zobowiązań.
Podczas warszawskiego zgromadzenia nie brakowało krytycznych wypowiedzi pod adresem rządzących. Jedna z uczestniczek w rozmowie z RMF FM odniosła się do dotychczasowych działań polityków oraz obowiązujących regulacji.
– Dzisiaj rząd chce, żebyśmy cieszyły się z tego, że uchwalili ustawę z 1993 roku. Jest to żenujące i nie wyobrażamy sobie być gdzie indziej – zaznaczyła protestująca.
Inna kobieta uczestnicząca w demonstracji zwróciła uwagę na długość oczekiwania na zmianę przepisów. Jej wypowiedź odnosiła się do obaw związanych z dalszym odkładaniem liberalizacji prawa aborcyjnego.
– Prędzej wejdziemy w menopauzę niż aborcja w Polsce będzie legalna. To jest coraz bliższe prawdy – mówiła uczestniczka warszawskiego protestu.
Podobne zarzuty pod adresem koalicji rządzącej padały również w Szczecinie. Jeden z demonstrantów w rozmowie z reporterką RMF FM Anną Pałamar wskazał na rozbieżność między deklaracjami polityków a dotychczasowymi zmianami prawa.
– Trzy lata minęły, odkąd rząd się zmienił i przez ten czas żadna obietnica w sprawie aborcji nie została spełniona. Jest to oszukiwanie wyborców i wyborczyń przede wszystkim, które protestowały i protestują od lat – powiedział uczestnik manifestacji w Szczecinie.
Demonstranci podkreślają, że ponowne wyjście na ulice ma przypomnieć politykom o ich wcześniejszych zobowiązaniach. Chcą także zwiększyć nacisk na osoby odpowiedzialne za przygotowanie i przyjęcie nowych regulacji.
– Chcemy wywrzeć większą presję, żeby coś się po prostu zmieniło – podkreślały uczestniczki protestów.
Zobacz także: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odchodzi z rządu Donalda Tuska. “Wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki”
Sejm przyjął projekt częściowej dekryminalizacji aborcji. Co zakładają nowe przepisy?
Manifestacje odbywają się bezpośrednio po ważnym głosowaniu dotyczącym przepisów aborcyjnych. W środę Sejm przyjął projekt nowelizacji Kodeksu karnego, przygotowany przez parlamentarzystów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Dokument trafił do Sejmu w lipcu 2024 roku, a jego głównym założeniem jest ograniczenie odpowiedzialności karnej w określonych przypadkach związanych z przerywaniem ciąży.
Projekt przewiduje częściową dekryminalizację aborcji przeprowadzanej za zgodą kobiety z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Proponowane zmiany obejmują również pomoc udzielaną kobiecie w samodzielnym przerwaniu ciąży. Jest to jeden z obszarów, których dotyczą regulacje przyjęte przez posłów.
Istotnym elementem nowelizacji jest propozycja uchylenia art. 152 par. 2 Kodeksu karnego. Obecnie przepis ten przewiduje odpowiedzialność karną za pomaganie w przerwaniu ciąży z naruszeniem obowiązujących regulacji oraz za nakłanianie do takiego działania. Jego usunięcie stanowi jeden z podstawowych mechanizmów częściowej dekryminalizacji przewidzianej w projekcie.
Nowelizacja zawiera również rozwiązania odnoszące się bezpośrednio do personelu medycznego. Zakłada dodanie art. 152 par. 4, który w określonych okolicznościach wyłączałby odpowiedzialność karną lekarzy, pielęgniarek oraz położnych. Dotyczyłoby to procedur medycznych podejmowanych w celu ochrony zdrowia lub życia kobiety ciężarnej.
Projekt przewiduje także wyłączenie odpowiedzialności karnej wskazanych pracowników medycznych w sytuacji dużego prawdopodobieństwa wystąpienia u płodu ciężkiej i nieodwracalnej wady albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Jest to szczególnie istotny element proponowanych zmian ze względu na historię ograniczania dopuszczalności aborcji w Polsce.
Środowe głosowanie dotyczyło zatem przede wszystkim zmian w zakresie odpowiedzialności karnej. Tymczasem uczestnicy protestów oczekują szerszej liberalizacji prawa dotyczącego przerywania ciąży. Z ich wypowiedzi wynika, że przyjęcie projektu częściowej dekryminalizacji nie oznacza dla nich realizacji najważniejszych obietnic wyborczych koalicji rządzącej.
Czytaj też: Tragedia na torach w Wielkopolsce. “Śmiertelne potrącenie osoby przez pociąg”
Sejm właśnie zdecydował ws. neosędziów. Są wyniki głosowania
Czytaj dalej
„Trzy do zera” w Sejmie. KO triumfuje po głosowaniach ws. aborcji i wotum nieufności
Czytaj dalej
Prawo aborcyjne w Polsce. Sześć lat od wyroku Trybunału Konstytucyjnego
Obecnie obowiązujące w Polsce przepisy dopuszczają przerwanie ciąży w dwóch przypadkach. Pierwszy dotyczy sytuacji, w której ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety. W takim przypadku regulacje nie przewidują ograniczenia związanego z czasem trwania ciąży. Druga przesłanka obejmuje ciążę będącą następstwem czynu zabronionego, przy czym jej przerwanie jest dopuszczalne do 12. tygodnia.
Obowiązujący stan prawny jest konsekwencją orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku. Trybunał pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej uznał wówczas za niezgodny z konstytucją przepis ustawy z 1993 roku, który pozwalał na przerwanie ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
Orzeczenie zostało opublikowane w styczniu 2021 roku. Od tego momentu wskazana przesłanka przestała obowiązywać, co oznaczało ograniczenie możliwości legalnego przerywania ciąży. Zmiana wywołała sprzeciw społeczny, który był widoczny już bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku w październiku 2020 roku.
Decyzja Trybunału Konstytucyjnego doprowadziła wówczas do masowych demonstracji w wielu polskich miastach. Protesty stały się jednym z ważnych wydarzeń w debacie publicznej dotyczącej praw kobiet i obowiązujących przepisów. Według opinii wielu ekspertów społeczna mobilizacja związana z wyrokiem mogła również przyczynić się do zwycięstwa ugrupowań tworzących obecną koalicję rządzącą w wyborach parlamentarnych w 2023 roku.
W trakcie tamtej kampanii wszystkie partie wchodzące obecnie w skład koalicji zapowiadały zmiany w prawie aborcyjnym. Poszczególne ugrupowania różniły się jednak zakresem proponowanej liberalizacji. Właśnie do tych deklaracji odwołują się uczestnicy obecnych demonstracji, którzy oceniają dotychczasowe działania rządzących jako niewystarczające.
Sześć lat po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego temat przerywania ciąży ponownie stał się powodem ogólnopolskich protestów. Tym razem głównym adresatem sprzeciwu jest koalicja, której ugrupowania zapowiadały zmianę obowiązujących regulacji. Pomimo środowego przyjęcia przez Sejm projektu częściowej dekryminalizacji aborcji demonstranci nadal domagają się realizacji wyborczych obietnic dotyczących liberalizacji prawa.