Marek Kondrat — jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, który u szczytu sławy porzucił zawód — rzadko mówi o najcięższych chwilach swojego życia.
A te sięgają jego dzieciństwa i wiążą się z tragedią ojca, Tadeusza Kondrata.
Tadeusz Kondrat był wybitnym aktorem teatralnym i filmowym.
W 1955 roku, jadąc jako pasażer na plan filmu „Zemsta”, przeżył koszmarny wypadek — kierowca zasnął, a samochód zderzył się z nieoświetloną ciężarówką.
Aktor doznał pęknięcia podstawy czaszki, spędził miesiące w szpitalu, a do końca życia zmagał się z paraliżem lewej strony ciała i problemami z mową. Wypadek praktycznie przekreślił jego karierę u szczytu możliwości.
Marek dorastał, patrząc, jak jego ojciec tragicznie rozstaje się z ukochanym zawodem. Po latach wyznał: „Uważałem, że zawód ojca sprowadził na nas całe nieszczęście”. Wspominał napiętą atmosferę w domu — nieustanny strach i „skurcz żołądka”: czy ojciec będzie zadowolony, czy wróci nietrzeźwy. Matka, jak mówił, zawsze bała się, w jakim stanie mąż wróci do domu.
Tadeusz Kondrat zmarł w 1994 roku w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Dramat ojca na zawsze ukształtował Marka — być może to właśnie on sprawił, że u szczytu własnej sławy aktor zdecydował się „zdezerterować” ze świata, który jego rodzinie przyniósł tyle bólu.