Mężczyzna zaprosił mnie do swojego domu na kolację, a ja spodziewałam się zwykłego romantycznego wieczoru. Zamiast gotowej kolacji wręczył mi jednak zakupy i powiedział: „Chcę zobaczyć, jaką jesteś gospodynią i czy potrafisz gotować”. Przez kilka sekund stałam w milczeniu, nie rozumiejąc, co się dzieje, a potem zrobiłam coś, za co być może mnie osądzicie.

Mężczyzna zaprosił mnie do swojego domu na kolację, a ja spodziewałam się zwykłego romantycznego wieczoru.

Zamiast gotowej kolacji wręczył mi jednak zakupy i powiedział: „Chcę zobaczyć, jaką jesteś gospodynią i czy potrafisz gotować”.

Przez kilka sekund stałam w milczeniu, nie rozumiejąc, co się dzieje, a potem zrobiłam coś, za co być może mnie osądzicie.

Szykowałam się na prawdziwą randkę, a nie na spotkanie przy kawie czy przypadkowy spacer. Z Michaelem poznaliśmy się około dwóch miesięcy wcześniej i stopniowo coraz lepiej się poznawaliśmy. Miał czterdzieści lat i sprawiał wrażenie spokojnego, pewnego siebie mężczyzny, który wie, czego chce.

Dlatego ucieszyłam się, gdy pewnego dnia zadzwonił i zaprosił mnie do siebie.

— Helen, w domu będzie znacznie spokojniej. Będziemy mogli porozmawiać i lepiej się poznać.

Pomysł bardzo mi się spodobał. Kupiłam nawet pudełko dobrych czekoladek, o których kiedyś wspominał, i pojechałam do niego w świetnym nastroju.

Był to mój pierwszy raz w jego domu, więc trochę się denerwowałam. Wydawało mi się, że ten wieczór może być ważnym krokiem w naszej relacji.

Michael przywitał mnie w drzwiach z uśmiechem i obsypał kilkoma miłymi komplementami. Mieszkanie było czyste i całkiem przytulne, choć powietrze wydawało się nieco duszne, jakby od dawna nie było wietrzone.

W salonie stał nakryty stół. Były na nim dwa kieliszki, ale nie było jedzenia.

— Kolacja jeszcze się przygotowuje? — zapytałam z uśmiechem. — Przyznam, że zdążyłam już zgłodnieć.

— Oczywiście — odpowiedział spokojnie Michael. — Chodź do kuchni.

Poszłam za nim i dosłownie zatrzymałam się w progu.

Na kuchennym stole leżały produkty spożywcze. Obok stały brudne naczynia, a niektóre rzeczy były porozrzucane tak, jakby ktoś specjalnie zostawił je w takim stanie.

— Proszę bardzo — powiedział Michael z zadowoloną miną. — Wszystko, czego potrzeba, już tu jest.

Spojrzałam na niego, a potem znowu na stół.

— Do czego dokładnie?

Uśmiechnął się i spokojnie wyjaśnił:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *