Mick Jaggerv dwukrotnie stanął oko w oko ze śmiertelnym niebezpieczeństwem — wynika z nowej biografii Rolling Stones.
Książka opisuje dwa incydenty z życia wokalisty, które mogły zakończyć się tragicznie.
Jednym z nich było przedawkowanie heroiny.
Pierwszy z opisanych przypadków miał miejsce w 1976 r. w Nowym Jorku. Mick Jagger niemal zmarł po przedawkowaniu heroiny w apartamencie producenta muzycznego Marshalla Chessa. Według relacji Chessa wokalista odwiedził go późno w nocy, szukając narkotyków po innej imprezie. Chess, który próbował wtedy zerwać z uzależnieniem, zgodził się towarzyszyć Jaggerowi w drodze do dilera, gdzie obaj zażyli heroinę.
Chess opowiadał, że nie wiedział, jak zareagować, kiedy Jagger przestał oddychać i jego usta zrobiły się sine. W panice zadzwonił po karetkę oraz do Ahmeta Erteguna, szefa Atlantic Records, który pojawił się na miejscu razem z Faye Dunaway.
Konflikt, który mógł skończyć się tragedią
Drugi incydent, opisany w biografii Rolling Stones, miał miejsce w 1984 r. podczas spotkania zespołu w Amsterdamie. Spotkanie miało na celu omówienie przyszłości grupy i załagodzenie napięć między jej członkami. Pewnej nocy Mick Jagger i Keith Richards wrócili do hotelu po wspólnej imprezie. Jagger zadzwonił do pokoju perkusisty Charliego Wattsa, pytając w niegrzeczny sposób: “Gdzie jest mój perkusista?”
Dwadzieścia minut później Watts, ubrany w garnitur, pojawił się w pokoju Jaggera. Według relacji, bez słowa złapał wokalistę za kołnierz, krzycząc, by nigdy więcej nie nazywał go “swoim perkusistą”, po czym uderzył Jaggera w szczękę. W wyniku tego ciosu wokalista niemal wypadł przez otwarte okno do kanału. Keith Richards wspominał później, że widział, jak Jagger zsunął się niebezpiecznie przez stół w kierunku okna i kanału poniżej.
Lev Radin / Shutterstock
Mick Jagger i Melanie Hamrick