Po irańskich atakach rakietowych na Dubaj, przerażeni francuscy influencerzy domagają się ich repatriacji od państwa.
Utknięci między wygnaniem podatkowym a obowiązkiem ochrony, koszty wywołały ostrą debatę.
Pociski na niebie nad Dubajem, ewakuacja luksusowych hoteli, wzruszające historie na Instagramie…
Ataki przypisywane Iranowi na kraje Zatoki Perskiej brutalnie uświadomiły tysiącom Francuzów mieszkających lub wypoczywających w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, że ich marzenia mogą szybko przerodzić się w coś o wiele większego. Wśród nich są wpływowi influencerzy , którzy nagle zostali zamknięci z dziećmi w wieżowcach ze szklanymi dachami.
Ich apele o pomoc były natychmiastowe, a Francja została nazwana azylem, tarczą. W ciągu kilku godzin w telewizji i mediach społecznościowych pojawiło się jedno zdanie: „Skoro Dubaj jest taki wspaniały, niech tam zostaną na zawsze”. Za tym przytykiem kryje się palące pytanie: kto powinien sfinansować repatriację francuskich influencerów z Dubaju ?
Irańskie rakiety: francuscy influencerzy utknęli w Dubaju
W weekend nalotów przestrzeń powietrzna Dubaju została zamknięta, uniemożliwiając wszelkie odloty. Ambasada Francji wezwała obywateli do „ścisłego przestrzegania instrukcji bezpieczeństwa: pozostawania w domach, unikania okien, drzwi i otwartych przestrzeni”. Minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot powtórzył, że ich bezpieczeństwo pozostaje „naszym absolutnym priorytetem”. W emiracie mieszka około 35 000 obywateli Francji, nie licząc turystów.
Wśród znanych twarzy, Maeva Ghennam nagrała się, wyjaśniając, że „wrzeszczała jak szalona” na dźwięk strzału i wezwała Francję do „ochrony” . Była Miss Francji Elodie Gossuin również podzieliła się swoim strachem z rodziną . Ostro skrytykowana, Maeva Ghennam odpowiedziała, że „można kochać Dubaj i kochać Francję. Nie są one sprzeczne. To nie jest zdrada”. Twierdzi, że płaci podatki we Francji i potępia tych, którzy „cieszą się z nieszczęścia innych”.
„Każą im zapłacić każdą złotówkę”: krytyka spływa na wygnańców z Dubaju.
Na planie audycji radiowej „Les Grandes Gueules ” lider związkowy Bruno Poncet podsumował powszechną złość: jego zdaniem „ci ludzie muszą zostać repatriowani”, ale dodał, że „to rozśmiesza tych influencerów, tych ludzi, którzy chwalą się, że wyjechali, że nie płacą podatków we Francji i często obmawiają Francję. Teraz proszą nas, żebyśmy ich zabrali” – oświadczył w RMC. Zasugerował zatem, aby „zapłacili za swoją repatriację”, posuwając się nawet do stwierdzenia: „Skoro Dubaj jest taki wspaniały, niech tam zostaną na zawsze”.
Prawnik Charles Consigny dodał: „Widziałem wywiady, w których Elodie Gossuin mówiła o swojej świadomości ekologicznej i o tym, jak ważna była ona w jej życiu. Kiedy jedziesz do Dubaju, jesteś dość daleko od kwestii środowiskowych”. Jako częsty gość Emiratów, zauważył również: „Nic mnie bardziej nie irytuje niż ekspaci, którzy wracają do Francji tylko po to, żeby pójść do dentysty”. Dla niego repatriacja pozostaje konieczna, „ponieważ to nasz obowiązek”, ale „ci Francuzi, tacy jak Maeva Ghennam, którzy tak bardzo przyczyniają się do wizerunku Francji na świecie, myślę, że możemy przynajmniej zmusić ich do pokrycia kosztów repatriacji” i „prawdziwego kosztu repatriacji. Nawet jeśli wynosi on 100 000 euro na influencera, każemy im zapłacić każdy grosz”.PRZECZYTAJ TAKŻE
Repatriacja, prawa i podatki: co naprawdę mówi państwo
W odpowiedzi na te ataki, trenerka Joëlle Dago-Serry zauważa, że Francja już „repatriowała ludzi, którzy poszli walczyć w dżihadzie i tego żałowali”. Zatem „jeśli nie możemy repatriować wpływowych osób, to nie rozumiem”. Twierdzi: „Popieram repatriację obywateli Francji, tak jak robi to za każdym razem, nie ignorując faktu, że mają pieniądze i mogą sobie na to pozwolić”, potępiając „pogardę dla ludzi”, którzy „nie wybrali bomb”. Dla niej „mamy tyle szczęścia, że żyjemy w kraju, w którym panuje pokój”, że widok Francuzów „pod bombami” i myśl o „pozwoleniu im umrzeć” wydaje się nie do pomyślenia.
W tym kontekście Centrum Kryzysowe i Wsparcia przy francuskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych organizuje pomoc dla 1,78 miliona obywateli francuskich przebywających za granicą. Ustawa z 2010 roku zezwala państwu na ubieganie się o zwrot niektórych kosztów, gdy osoby dobrowolnie naraziły się na oczywiste ryzyko. W praktyce opłaty za bilety na loty specjalne mogą być pobierane, a czasami zwracane później. Pozostaje pytanie do francuskiego podatnika : czy przed atakiem rakietowym ze strony Iranu Dubaj był „przewidywalną” strefą zagrożenia, uzasadniającą nakładanie opłat właśnie na najbardziej widocznych influencerów?