Osoba „uznana za zmarłą na sześć minut” to opis raju — a nie jest to to, w co wierzymy.

A co, jeśli to, co zawsze sobie wyobrażaliśmy, nie do końca jest prawdą?

Od dzieciństwa opowiadano nam o spokojnym, świetlistym i uspokajającym życiu pozagrobowym, często przedstawianym jako najwyższa nagroda.

Jednak niektóre niedawne relacje sieją wątpliwości i budzą głęboką ciekawość.

Ludzie, którzy wrócili ze stanu krytycznego, opowiadają o niepokojącym, intymnym doświadczeniu, niekiedy trudnym do ujęcia w słowa.

Dalekie od typowych obrazów, ich świadectwa skłaniają przede wszystkim do refleksji nad świadomością, sensem życia… i samym doświadczeniem bliskim śmierci.

Kiedy świadectwa podważają nasze przekonania

W ostatnich latach coraz więcej opowieści krąży o doświadczeniach bliskich śmierci. Wśród nich szczególną uwagę przykuła opowieść o kobiecie, która przeżyła krytyczny epizod trwający kilka minut. To, co opisuje, nie jest ani bajkową scenerią, ani znaną sceną.

Przywołuje raczej wrażenie ogromu, przestrzeni bez precyzyjnej formy, skąpanej w neutralnym i cichym świetle. Żadnych głosów, żadnych rozpoznawalnych postaci, za to intensywne poczucie obecności i przejrzystości. Doświadczenie, które głęboko ją naznaczyło i intryguje jeszcze długo po powrocie.

Doświadczenie bardziej wewnętrzne niż wizualne

Uderzający w tego typu świadectwach jest brak tradycyjnych obrazów. Wiele osób mówi mniej o tym, co widziało, a bardziej o tym, co czuło. Dla niektórych doświadczenie to przypomina raczej odmienny stan świadomości niż rzeczywiste miejsce.

Pojęcie czasu zdaje się zanikać, ustępując miejsca holistycznemu postrzeganiu siebie. Emocje często opisuje się jako intensywne, czasem kojące, czasem destabilizujące. Nie chodzi o strach, ale raczej o surową, niefiltrowaną wewnętrzną konfrontację.

Cisza i introspekcja stanowią istotę tej opowieści.

Jeden element powraca często: cisza. Całkowita, niemal obezwładniająca cisza, która pozostawia mnóstwo miejsca na introspekcję. W tym stanie wiele osób zgłasza, że ​​przeżywają na nowo wspomnienia, odczuwają zapomniane emocje lub uświadamiają sobie pewne wybory życiowe.

Co ciekawe, wywołane poczucie osądu nie pochodzi od bytu zewnętrznego. To raczej autorefleksja, przeprowadzona z niezwykłą jasnością. Jakby świadomość stawała się swoim własnym lustrem, ujawniając, co było ważne… i co zostało przeoczone.

Brak tradycyjnych punktów odniesienia religijnego

Kolejny problem: bardzo niewiele relacji wspomina o postaciach duchowych lub religijnych w tradycyjnym rozumieniu. Nawet wierzący opisują bardziej abstrakcyjne doświadczenie, składające się z doznań, energii lub poczucia jedności.

Ten brak znanych punktów odniesienia może być niepokojący. Otwiera jednak również inną interpretację: głęboko osobistego doświadczenia, wymykającego się wyuczonym schematom i symbolom.

Powrót do życia, który rzadko bywa nieistotny

Powrót po takim doświadczeniu nie zawsze jest łatwy. Wiele osób opisuje okres intensywnych wątpliwości, pragnienie zmiany priorytetów lub życia w większej harmonii z samym sobą. Dominuje nie tyle strach przed końcem, co nowa świadomość chwili obecnej.

Niektórzy mówią o pilnej potrzebie zwolnienia tempa, ponownego połączenia się z tym, co istotne, wybaczenia lub pozwolenia sobie na bycie bardziej autentycznym. Jakby ta chwila zadziałała jak katalizator, ujawniając sens  życia .

Do czego te historie nas zachęcają, aby pamiętać

Poza osobistymi przekonaniami, te historie łączy wspólny przekaz: życie warto przeżyć uważnie. Przypominają nam, że nasze działania, emocje i intencje mają znaczenie, tu i teraz.

Zamiast szukać jednoznacznych odpowiedzi, zachęcają nas do zadawania sobie właściwych pytań: Czy jestem w zgodzie z tym, co naprawdę ważne? Czy żyję zgodnie ze swoimi wartościami? Czy poświęcam czas na poznanie siebie?

Czasami najbardziej niepokojące historie nie mają na celu nas przestraszyć, lecz zachęcić nas do intensywniejszego życia, póki czas należy jeszcze do nas.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *